Racja czy relacja?


Racja czy relacja...

Co wybieramy na co dzień?
Co jest dla nas istotne, a co dominuje?

Chcemy relacji, tych bliższych i tych nieco dalszych. Chcemy poczucia przynależności i świadomości, że nie jesteśmy sami. Chcemy, żeby byli ludzie lub jeden człowiek, przy którym nie będzie dziwnie być sobą, śmiać się do rozpuku, płakać jak bóbr lub po prostu milczeć. Chcemy i poszukujemy. Zdarza się jednak, że poszukując robimy to tak bardzo zawzięcie i tak bardzo nachalnie, że zamiast zachęcać innych do siebie, to zniechęcamy. Chcemy, poszukujemy, ale też narzucamy swoje wymagania i swoje zdanie. Chcemy, żeby relacje opierały się na naszych zasadach, ale tak się nie da. Idąc drogą dedukcji... jeśli każdy człowiek funkcjonowałby w myśl takiej zasady, to ostatecznie wszyscy bylibyśmy samotnikami, bo nikt nie spełniałby nikogo oczekiwań.

No więc... racja czy relacja?

Budowanie relacji często opiera się na pozostawianiu swojej dumy z boku i naginaniu siebie oraz swoich zasad. Nie oznacza to, że mamy przestać mieć swoje zdanie i zamknąć emocje do pudełka. Absolutnie! Wówczas stalibyśmy się samotnikami pogrążonymi w depresji. A przecież mówimy o relacji, a więc czymś co ma charakter społeczny i zakładamy, że ma wnosić pozytywny aspekt do naszego życia :) Jak we wszystkim, tak i tu, potrzebna jest rozwaga, mądrość i świadomość. Bo w relacji chodzi o to, żeby szanować, ale i być szanowanym. Chodzi o to, żeby wysłuchiwać, ale i być wysłuchiwanym. Chodzi o to, żeby pracować nad sobą, ale i umieć powiedzieć komuś  z czym sobie nie radzi. W relacji chodzi też o to, żeby kochać i być kochanym. No i co do tej miłości... brzmi górnolotnie, ale niekoniecznie chodzi mi o relacje partnerskie. Chcemy, żeby nas kochano, takimi jakimi jesteśmy, ale tego samego by chcieli inni, a kiedy nasza postawa opiera się na ciągłych wymaganiach i krytykach, to raczej miłości w tym brak... Miłość nie ma być wymówką do tego, żeby nie pracować nad sobą, ale powinna być siłą napędową, motywacją kiedy jest taka potrzeba. Możemy wszystko powiedzieć i o wszystkim porozmawiać, ale całe "clou" opiera się na tym, w jaki sposób to powiemy. W jaki sposób, a więc jakich słów i tonu użyjemy, a także co przekażemy swoimi gestami i mimiką.

Myśląc o relacjach przychodzą mi na myśl sytuacje i osoby, które powodowały u mnie introwertyczne zachowanie i więcej niż zmęczenie... Były, tudzież są, to osoby, które uwielbiają krytykować (wnioskuję to po nieustających słowach krytyki jakie padają z ich ust). Krytykować i to głównie innych. Ale wiecie... nie chodzi mi o sytuację gdy ktoś potrzebuje wyrzucić z siebie, że coś zauważył albo doświadczył czegoś niefajnego ze strony osoby trzeciej, ale raczej o sytuacje, kiedy ktoś notorycznie ocenia... Notorycznie przykłada innych do swojej miary i większość rozmów opiera się właśnie na tym, żeby opowiadać o błędach innych ludzi lub o mniemanych błędach (bo czasem są to wyimaginowane błędy, mające mało wspólnego z rzeczywistością). Kiedy ktoś ciągle narzeka i ciągle mówi źle o innych lub ich wyśmiewa, to ja się zamykam. Myślę, że w mojej głowie buduje się obraz: skoro tak mówi o innych, to czemu nie miałby o mnie? więc co jak co, ale raczej nie otworzę głębokości mojego serca... Ale też jest to dla mnie po prostu, delikatnie mówiąc... nieatrakcyjne ;) A... i skrajnie męczące!

Nikt nie jest idealny! Ani Ty, ani ja, ani on, ani ona... Nadmierna krytyka jest czymś od czego staram się stronić, ale zdaję sobie sprawę, że sama mam wiele wad, które komuś, w relacji ze mną, mogą przeszkadzać. Np. mój biedny mąż, musi zmagać się z choleryczną żoną. Kocham go bardzo, ale mój charakter niejednokrotnie powoduje, że wybucham o coś, co kompletnie nie jest tego warte, albo właśnie narzucam swoje zasady, które czasem są absurdalne, albo próbuję przepchnąć swoje zdanie, chociaż z czasem stwierdzam, że chyba jednak jest bez sensu. To ostatnie to w sumie jakby tak pomyśleć... bywa, że tyczy się nas obu ;) (wybacz mężu ;) ) Niemniej, tak czy siak, nie zwalnia mnie to z tego, żeby pracować nad tym i nie tylko mówić, że mam świadomość swoich wad, ale przede wszystkim starać się nad nimi pracować. No bo w końcu ogromnie zależy mi zarówno na nim, jak i na innych relacjach, które mi towarzyszą. 

No więc... racja czy relacja?

Zdecydowanie wybieram relację. Tak sobie myślę... kiedy zaczynamy coś budować i bardziej elastycznie podchodzić do relacji, to niesamowicie nas to wzbogaca i rozwija. Relacje z innymi nas wzbogacają. Wzbogacają i sprawiają, że mamy z kim przeżywać życie. A jak pięknym jest z kimś, a nie w samotności, je przeżywać ;)

No a Ty, co wybierasz? Rację czy relację?

Related Articles

0 komentarze:

Prześlij komentarz