Godny zaufania?


Ostatni post nawiązywał do chęci posiadania więcej oraz idącej za tym odpowiedzialności. No i muszę przyznać, że temat odpowiedzialności jakoś tak wciąż kotłuje się w mojej głowie...

Kilka dni temu przeczytałam takie zdanie: Człowiek wierny w najdrobniejszej sprawie wierny jest i w wielkiej, ten jednak, który w najdrobniejszej jest niesprawiedliwy, niesprawiedliwy jest i w wielkiej.*

Być wiernym w małym... Nasze małe odpowiedzialności... Codzienne obowiązki... Dotrzymywanie słowa... Bycie godnym zaufania...

Ostatnio czytałam książkę, w której autorka ciekawie opisała problem jaki wiąże się z niedotrzymywaniem słowa. Nawiązuje ona nie tylko do relacji z innymi, ale i do tego jaki wpływ ma niedotrzymywanie słowa na nas samych. Nawet w ramach tych najprostszych rzeczy jak zmiana stylu życia, przejście na dietę itp. Kiedy mówimy, że coś zrobimy ze swoim życiem, a tego nie robimy, to tracimy w ludzkich oczach, ale wpływa to również na nas i mniej lub bardziej świadomie na spostrzeganie swojej osoby. Ciekawe... i szczerze powiedziawszy nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej, w ten sposób, na to patrzyłam. Zacytuję fragment tej książki (odniesienie jest do płci żeńskiej tylko i wyłącznie dlatego, że akurat cała książka skierowana jest do kobiet):

Miałabyś do niej szacunek? Do kobiety, która na okrągło zaczyna i nie kończy tego, co zaczęła? Czy zaufałabyś takiej Pam albo innej koleżance, która wystawia cię z byle powodu? Zaufałabyś, że wywiąże się z powierzonego jej zadania? Uwierzyłabyś, gdyby taka osoba złożyła ci obietnicę czy dała słowo?
Nie.
Nie ma opcji. Ten brak zaufania i obawa odnoszą się również do ciebie. Twoja podświadomość dobrze wie, że nie jesteś godna zaufania po tym, jak złamałaś tyle obietnic i odpuściłaś tyle planów.**

Mocne, prawda? Poprzez nasze zachowanie kształtuje się nawet nasza postawa wobec nas samych! Ale ja bym pobrnęła w to dalej... Jeśli nawet taka osoba nie dostrzega jeszcze niszczycielskiego wpływu swojego zachowania albo nie zwróciła jeszcze nawet uwagi, że w ogóle ma z tym problem, to mimo wszystko podświadomość działa... I jeśli otrzyma ona większą odpowiedzialność, to prawdopodobnie, w wielu kwestiach dosyć szybko odpuści, bo wewnętrznie będzie to coś dla niej naturalnego, a może nawet będzie się czuła w tym bezpiecznie, bo skoro już tyle razy odpuściła, to i tym razem nie zaszkodzi? No, ale jakkolwiek sobie nie zamazujemy widoku na rzeczywistość, to jednak prędzej czy później poślizgniemy się i oby to nie było za późno na skorygowanie siebie czy opinii o sobie w danym miejscu, na którym jednak okaże się, że nam zależy.

A więc wszystko zaczyna się od tych z pozoru najdrobniejszych rzeczy. Każdy etap dążenia do czegoś jest ważny i nie można przejść obok niego obojętnie. Obok etapu, ani obok siebie na danym etapie. No i znowu obijam się o tą moją powtarzaną do znudzenia samoświadomość ;)

Zdarzyło mi się co najmniej kilka razy obserwować sytuację, kiedy ktoś stwierdzając, że chce iść dalej i "chce więcej" w danym miejscu, jednocześnie kompletnie nie radził sobie (lub nie chciał sobie radzić) z tym, co już zostało mu powierzone. Mam wrażenie, że w niektórych przypadkach, u niektórych ludzi, jest trochę tak, że nie dbają o to, co mają, zakładając, że nie ma takiej potrzeby, bo dopiero o te cenniejsze rzeczy warto zadbać. A ja myślę, że jeśli nie umiemy się zatroszczyć o drobne rzeczy, to tym bardziej nie będziemy umieli o te większe. 

Zachwycamy się czyimiś osiągnięciami, bacznie obserwując i oceniając efekt jej/jego wieloletniej pracy. Oczywiście nie jest niczym złym inspirować się, ale nie o tym teraz mówię, chciałabym raczej nawiązać do sytuacji, kiedy występuje podziw odnoszący się do efektu działań, z pominięciem drogi jaką ktoś przeszedł, aby to uzyskać. Zazwyczaj nie od razu ma się wiele, a ludzie którzy wiele osiągnęli musieli przejść swoją drogę, żeby ostatecznie stanąć w danym miejscu. Patrząc na nich myślimy "Wow, ale super! Też tak chcę.". Chcemy efektu, ale czy też tej drogi, którą trzeba pokonać, aby go osiągnąć? Efekty są super, ale wszystko co wielkie i godne podziwu zaczyna się od małych rzeczy. I właśnie od bycia wiernym w tych najmniejszych rzeczach, które często wydają się nie tylko błahe, ale i powiedzmy sobie wprost…bywają upierdliwe. Jest to jednak ważne, po to aby z czasem, idąc do przodu, umieć się zatroszczyć o to, co wielkie. Ktoś, kto prowadzi duże, dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, zapewne zaczynał od małej firemki, nikomu nieznanej. Tworzył biznesplan lub biznesplany, inwestując w różne rzeczy i ucząc się jak to robić najlepiej. Zazwyczaj po drodze jest milion upadków, błędów i trudności, wobec których nie da się przejść obojętnie, ale trzeba się podnosić, jednocześnie czerpiąc z nich lekcje na przyszłość.

Myśląc o tym, jak ważne jest dbanie o różne rzeczy na danym etapie, przychodzi mi też na myśl przykład osoby, która ma ambicje aby zostać kimś z pokroju lidera, menadżera, kierownika czy dyrektora. Marzy jej się, aby móc zarządzać pewnym zespołem i coś osiągać. Jednak to stanowisko wiąże się nie tylko z wydawaniem poleceń, ale także inwestycją w zespół, którym się zarządza, a to z kolei wymaga otwartości, gotowości do tego aby rozmawiać, dostrzegać potencjały ludzi i pomagać im się w nich rozwijać. Jeżeli na takim stanowisku postawi się osobę, która ma problemy na płaszczyźnie relacyjnej, to chociaż jest świetna w wykonywaniu konkretnych obowiązków, to jednak sfera w której kompletnie sobie nie radzi, czyli współpraca, spowoduje, że nawet jeśli coś osiągnie, to będzie to krótkotrwałe. Będzie musiała ciągle budować na nowo zespół ludzi, a po drodze może skrzywdzić nie tylko innych, ale i siebie. A więc.. taka osoba właśnie teraz ma idealną szansę na to, żeby zacząć pracę nad sobą i wiernie zadbać o całość swoich obowiązków. Nie tylko o to co jej przychodzi z łatwością, ale i o to, co wymaga wysiłku. Po co? No właśnie po to, żeby w przyszłości móc być świetnym przywódcą i wraz z wiernym, zgranym, mającym do niej szacunek, zespołem móc zbudować coś większego.

Wszystko zaczyna się od szanowania nawet tych najmniejszych rzeczy, a należy w to wliczyć również pracę nad samym sobą i to na różnych płaszczyznach. I niech nie będzie to czymś, co nas przeraża, ale raczej czymś, co nas ekscytuje i co możemy spostrzegać wręcz jako przygodę!

Bez wątpienia stwierdzam, że praca nad sobą, wierność w małych rzeczach, dotrzymywanie słowa, praca nad swoimi słabościami…. może nas doprowadzić do pięknych miejsc. I chociaż podałam przykłady ze sfery zawodowej, to jednak według mnie dotyczy to w takim samym stopniu każdej innej sfery. Małżeństwo, partnerstwo, przyjaźń, staż, wolontariat, rodzicielstwo.. i można by tak wymieniać jeszcze długo.

Bardzo, ale to bardzo, życzę sobie, żebym była człowiekiem, na którego można liczyć i który w mądry sposób podchodzi do nawet najdrobniejszych rzeczy. Życzę sobie tego mając z tylu głowy, że jest to życzenie, które wymaga ode mnie nieustającej pracy nad sobą.

A jak jest u Ciebie? Jak tam twoje dzisiaj?
Czy szanujesz to, co Ci powierzono?
Dotrzymujesz słowa danemu nawet samemu sobie?
Co byś chciał, chciała osiągnąć / w jakim miejscu się znaleźć za jakiś czas?
No i... w co teraz warto zainwestować swoją energię? Nad czym popracować?

* Fragment Pisma Świętego, Ew. Łukasza 16;10, Wyd. EIB, Poznań 2016
** Zacytowany fragment pochodzi z książki Rachel Hollis, pt. “Dziewczyno, ogarnij się!”, Wyd. Szaron, Ustroń 2019

Related Articles

0 komentarze:

Prześlij komentarz