Brzydzę się sobą!
Czy zdarzyło Ci się czuć obrzydzenie do samego siebie?
Może wobec swojego zachowania, tego co zrobiłaś/łeś?
Może wobec swoich słabości?
A może w ogóle wobec swojego życia?
Czujesz się ubogo... pusto... emocjonalnie, mentalnie, fizycznie?
Może nawet przyszło uczucie nienawiści wobec siebie i myśl, że nie chcesz żyć?
Nie znam twojej sytuacji i nie byłam w twoich butach, ale na pytania, które zadałam powyżej moja odpowiedź brzmi: tak. Znam te stany i odczucia. Co prawda nie dotyczy to teraźniejszości, ale doświadczyłam tego, jak to jest czuć wielką wewnętrzną pustkę, którą odczuwa się w postaci silnego fizycznego bólu.
Prawie 5 lat temu miało miejsce zdarzenie, które zrujnowało najbliższą mi osobę, najważniejszą w moim życiu relację oraz mnie samą. Po już prawie 5ciu latach, kiedy zostało mi wybaczone i kiedy ja wybaczyłam sobie, a tamto zdarzenie/zdarzenia są tylko wspomnieniem nie wydającym już żadnego owocu, nadal nie jestem wstanie otwarcie opowiedzieć światu co się wydarzyło. Szczegóły zna tylko garstka osób takich jak Bóg, najbliższa rodzina i kilkoro przyjaciół, których pomoc w tamtym czasie jest nieoceniona. Jednak, to co się wydarzyło, niosło szereg konsekwencji wyniszczających co tylko się da. Ilość cierpienia i bólu? Nie do policzenia.
Dlaczego o tym wspominam chociaż nie chcę zagłębiać się w pikantne szczegóły zdarzeń? Ponieważ nie chodzi mi o samo zdarzenie, ale o to, co ono za sobą niosło. Wiem, że jest mnóstwo osób, które z różnego powodu są poranione, wyniszczone, z poczuciem wewnętrznej pustki. Wiem, że jest dużo osób, które w ciągu dnia pokazują światu opanowanie, ale wieczorami lub w samotności zwijają się w kłębek na ziemi i płaczą w poczuciu beznadziejności i bezsilności. Wiem, że jest mnóstwo osób, które z jakiegoś powodu brzydzą się siebie samej/samego w porównywalny sposób do tego, jak ja kiedyś siebie.
Wiesz co w moim przypadku było dla mnie największym szokiem? To, że to co zrobiłam przekreślało całe moje jestestwo. Przekreślało wszystko, to w co wierzyłam i to kim byłam. To co zrobiłam było totalnie sprzeczne z moimi wartościami i zasadami. Nie potrafiłam poukładać sobie w głowie, że to naprawdę zrobiłam ja. Niemniej... Czy wiesz, że jakkolwiek ja byłam zaskoczona sytuacją, to Bóg nigdy? I tak samo jak nie był zaskoczony wydarzeniami w moim życiu, tak samo nie jest zaskoczony wydarzeniami w twoim. Co więcej, jeśli twoja sytuacja opiera się o to co ty sama/sam zrobiłaś/zrobiłeś, to musisz wiedzieć, że kiedy Boży Syn zdecydował się oddać życie za ludzkość, to już wtedy wiedział co się wydarzy i co zrobisz, jednak nie zniechęciło Go to ani do świata, ani do Ciebie. A więc... niezależnie czy twój stan jest podyktowany czyimś zachowaniem czy twoim własnym - On Jest. Niezmiennie- On Jest. Jest dla Ciebie i to niezależnie od tego jak dotarłaś/dotarłeś do miejsca w którym jesteś dzisiaj.
"Bo nie wzgardził ani się nie brzydził utrapieniem ubogiego, ani nie ukrył przed nim swego oblicza, lecz gdy ten do niego wołał, wysłuchał go." *
Użyte tu słowo "ubogi" odzwierciedla w pewien sposób stan psychiczny, którego doświadczyłam… I tak, jak nie brzydził się mnie, to nie brzydzi się też Ciebie! I tak jak chciał pomóc mi, tak chce pomóc Tobie.
Może są sytuacje kiedy nienawiść do swojego życia, czy do siebie samego, wybija się ponad wszystkie inne odczuwane emocje. I może czujesz czasem tak wielkie obrzydzenie, że nie jesteś w stanie nawet spojrzeć na siebie w lustro, ale to co chciałabym dziś przekazać, to że jest ktoś, kto nie jest zaskoczony twoją sytuacją. Jest ktoś, kto wiedząc wszystko ze szczegółami, zawsze był oraz zawsze będzie gotowy zrobić dla Ciebie wszystko. No i przede wszystkim jest ktoś, dla kogo nie ma nic, ALE TO NIC, co mogłoby spowodować u niego uczucie obrzydzenia w stosunku do twojej osoby, a tą osobą jest Bóg.
Jak ja się mam teraz?
Teraz moja przeszłość, to przykre wspomnienie, które nie ma już "mocy sprawczej" dla mojej teraźniejszości. Ale, żeby móc stanąć w takim miejscu jak jestem dzisiaj, to musiałam dosłownie przejść pewną podróż. Jedną z najważniejszych i najtrudniejszych rzeczy, w które musiałam uwierzyć, to że moja przeszłość mnie nie definiuje. Dla jasności… Pisząc to nie próbuję wybielić swojego zachowania. To co zrobiłam było złe, bardzo złe! Moje decyzje zatrzęsły moim życiem, ale NIE DEFINIUJĄ mnie, a to duża różnica. Ostatecznie, w jakiś sposób, wpłynęły na to jaka jestem dzisiaj, ale wciąż... nie definiują mnie. I tak samo twoja sytuacja, czy twoje decyzje, NIE DEFINIUJĄ Ciebie! Cokolwiek się wydarzyło i jakiekolwiek przyniosło to owoce, to pamiętaj, że wciąż to Ty decydujesz co będzie dalej, którą drogą teraz pójdziesz i kim się ostatecznie staniesz.
Dziwne? Enigmatyczne? Zbyt przesłodzone i niewiarygodne?
Nazwij to jak chcesz - masz prawo. Ja po prostu opisuje coś, co doświadczyłam i kogoś, kogo poznałam. Opisuję moją nadzieję, bo wiem, że są tacy, którzy jej potrzebują. Piszę ten post, bo od dwóch dni, co chwilę, w moim serduchu, buzują myśli i poczucie, że ktoś potrzebuje to przeczytać.

0 komentarze:
Prześlij komentarz