Niewystarczająca miłość? cz. I


Czy czułaś/eś kiedyś, że kochasz niewystarczająco?
Że jest ktoś w twoim życiu, kto zasługuje na więcej niż możesz dać?
Czy w twojej głowie pojawiały się myśli , które przytłaczają mocą oskarżenia powodując poczucie winy?

W naszym domu pojawił się mały cud- Teofil. Piękny chłopiec! Chociaż różnych rzeczy się doszukiwano w trakcie ciąży i mieliśmy różne "przygody", to jednak chłopczyk urodził się w pełni zdrowy! Ważył kilo więcej niż przewidywało USG, otrzymał 10/10 punktów w skali Apgar, a mierzył 54 cm. Teoś, cudny chłopiec o śniadej karnacji i kopiuj-wklej uszach swojego Taty (nie jest to żart! :) ).

Chłopiec, nasz mały-wielki bohater, którego życie w trakcie ciąży było dwukrotnie zagrożone, a jednak on się ostał. Chłopiec, którego ciągle badali ze względu na "za małą wagę" i któremu sugerowano różne rzeczy, jak np. niedotlenienie, za małe nóżki, a pod koniec ciąży jeden z lekarzy określił ją jako tzw. wysokiego ryzyka. A tu jednak, urodził się silny chłopiec i to w pełni zdrowy. Nasz mały, a jednak wielki bohater.

Za nim pojawił się na świecie wzruszałam się na każdą myśl o nim. Tęskniłam za chłopcem, którego jeszcze nie poznałam na żywo, za maluszkiem, o którego walczyłam te 9 m-cy. Chociaż tak, jak pisałam, w trakcie ciąży lekarze mówili różne rzeczy, to jednak w moim sercu, głęboko, był zakorzeniony pokój, że maluszek nie tylko przeżyje, ale również, że bedzie zdrowy. Walczyłam z każdym słowem czy myślą, która stawała w opozycji do tego. Walczyłam w oparciu o wiarę w to, co wkładał do mojego serca Bóg.

Myślę, że jako człowiek zdecydowanie częściej poddawałabym się strachowi, który notorycznie we mnie uderzał, a wyjście ze stanów depresyjnych zajmowałoby mi dużo dłużej. Jednak Bóg, Jego obecność w moim życiu, a przy tym decyzja, że ufam i trzymam się Jego obietnic - to wszystko nie pozwalało mi na to. Brak moich sił równał się Jego siła.

Jak to wyglądało w praktyce?

Nie tylko czytałam Biblię , nie tylko się modliłam, ale jakkolwiek to zabrzmi... przebywałam z Nim. 

Siedziałam w ciszy i zamykając oczy starałam się wyłączyć moje krzyczące myśli, jednocześnie szukając Bożej obecności i głosu, który pojawiał się w postaci krótszych lub dłuższych zdań , myśli, obrazów. Nie słyszałam Boga, tak jak drugiego człowieka, ani nie widziałam Jego twarzy. Chociaż... nie obraziłabym się o taką możliwość ;) Jednak na inne sposoby dawał mi poczucie swojej obecności i wsparcia. Na swój sposób poprostu wiedziałam, że to, co w danej chwili czuję, to nie przypadek, ani nie moja wyobraźnia, ale właśnie On. Rozumiem, że może to brzmieć dla niektórych magicznie i dziwnie, ale tak właśnie było!

Spędzając swój czas z Bogiem, umawiałam się z Nim również na kawę:) I to dopiero abstrakcja, prawda?

Brzmi dziwnie? Pewnie tak, ale ja na prawdę robiłam sobie kawę i siadałam przy stole lub w fotelu na głos opowiadając co u mnie. 

Można zadać sobie pytanie: Ale po co skoro Bóg jest wszechwiedzący? 
Tak, Bóg jest wzechwiedzący, ale jest też Dżentelmenem i nie wkrada się do niczyjego życia z butami. W dodatku Biblia mówi, że jest naszym Ojcem, a także Miłością, a więc zależy mu na naszej szczerości i otwartości, a także na tym, żeby nam ulżyć, gdy tego potrzebujemy. 

No i właśnie... 

Ja tego potrzebowałam! Potrzebowałam wyrzucić z siebie wszystko... co bolało i co cieszyło. Potrzebowałam na głos opowiedzieć o tym, co jest we mnie, a w tym również o tym, czego wstydziłam się przed drugim człowiekiem.

A więc.... 

Opowiadałam, starając się jednocześnie być otwartą i słuchać. Nie nakręcać się, ale wyrzucać z siebie to, co negatywne i zamieniać na myśli wypełnione nadzieją. Opowiadałam również o tym, za co jestem wdzięczna i co mnie cieszy w danym momencie.

I tak przez okres trwania ciąży, która nie była łatwa, nabrałam z Bogiem takiej bliskości jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej, chociaż nie od dziś określam siebie, jako osobę świadomie wierzącą i świadomie dążącą do bliższego poznania Boga. Po prostu, doświadczenie + decyzja, wniosły coś więcej

Wierzę, że Bóg jest dobry, a więc  nic co złe nie pochodzi od Niego, ale po raz kolejny mogę powiedzieć, że doświadczyłam Bożej wierności. 

Co mam na myśli?

Otóż to, że po raz kolejy zobaczyłam w swoim życiu, że chociaż On nie jest źródłem żadnego zła, to jednak wszystko jest wstanie obrócić ku dobremu. 

Czy to zawsze oznacza happy end?

Nie, ale oznacza to, że w swój (często niezrozumiały dla mnie) sposób, jest wstanie z każdej sytuacji wyciągnąć coś dobrego. Jest wstanie, a co więcej... CHCE, ale warunkiem jest to, że Mu na to pozwolimy, bo jak już wspomniałam wcześniej - bez naszej zgody nie wkroczy On z armią do naszego życia.

I tak, ciąża, pomimo trudnosci, wzmocniła mnie jako człowieka, wzmocniła nasze małżeństwo oraz w trakcie jej trwania pojawił się nowy poziom mojej bliskości z Panem Bogiem. No i... w naszym życiu pojawił się nasz mały-wielki bohater... Teo, Teoś, Teofil, co oznacza - miły Bogu (uwielbiam to imię i Jego każdą odmianę ;) ).

A jak jest teraz? Skąd moje pytania, które zadałam na początku? 
I tutaj, zapraszam do 2giej części wpisu, a więc... ciąg dalszy nastąpi :)




Related Articles

1 komentarze: