Święta były urocze, ale nieidealne
Święta, święta i po świętach… My w tym roku zostaliśmy u nas, więc wszelkie odwiedziny były w obrębie naszych czterech ścian. Było bardzo miło, a niemalże każdy dzień przepełniony ludźmi, którzy nas kochają i których my kochamy. I chociaż brzmi bajkowo to nie znaczy, że każdy moment tych kilku dni był idealny.
Jak już wiecie z moich poprzednich postów, jestem obserwatorem. Lubię obserwować otoczenie, ludzi i ich zachowania, lubię też dostrzegać rzeczy niekoniecznie zauważalne na pierwszy rzut oka. Obserwuję, ale nie tylko innych, a także siebie.
Obserwacja samego siebie nie zawsze jest przyjemna bo zazwyczaj wiąże się z tym, że zauważy się coś, nad czym warto popracować, a więc trzeba przyznać się do tego, że nie koniecznie jesteśmy tacy jak chcielibyśmy być, np. zdarza się nam zachowanie, którego nie koniecznie byśmy chcieli doświadczyć ze strony innych osób. Zdarza się również i takie zachowanie, które zauważone u kogoś spowodowałoby ocenę w naszej głowie i mikro uśmieszek na naszej twarzy: “jak mogła tak powiedzieć?”, “jak mógł się tak zachować?”, “ale dziwne..” itp.
Chwila słabości może pojawić się każdemu, bo nikt z nas nie jest idealny, jednak co jeśli ta chwila jest częsta, a nawet poniekąd jest naszym stałym bywalcem, może od jakiegoś czasu pewnym utartym schematem zachowań? Co jeśli po takiej chwili słabości, ktoś nam bliski czuje się urażony lub nieszanowany, a w najgorszym wypadku niechciany przez nas?
Z natury jestem osobą empatyczną i chętną do pomocy, ale też choleryczną. Nie lubię kiedy to mówię, a ktoś inny przytakuje lub zaprzecza, bo ja poprostu wiem, ze tak jest i o ile choleryk ma dobre strony, to jednak ma też sporo takich nad którymi powinien pracować, a świadomość tego, że praca nad tym nie koniecznie wychodzi potrafi doprowadzać do szału (przynajmniej ja tak mam :) ).
Kocham moich bliskich całym sercem i chciałabym, żeby zawsze byli tego pewni i odczuwali to z mojej strony, jednak czasem nie wiedzieć dlaczego staje się szorstka, średnio miła, zdarza się też, że mała rzecz potrafi mnie tak mocno wytrącić z równowagi, że przez jakąś chwilę nie mam ochoty rozmawiać i jestem opryskliwa. Zazwyczaj również nie potrafię od razu przejść do porządku dziennego. Szybko przepraszam, ale potem z kolei mój umysł szaleje, a ja mam wyrzuty sumienia.
A więc… można powiedzieć, że pierwszy krok za mną i jestem świadoma tego, co nie jest w porządku i co nie tylko potrafi zepsuć mój dzień, ale też i czyjś. Przydałoby się więc podjąć drugi krok, czyli pracę nad tym… I chociaż już dawno temu go podjęłam, to wciąż niesamowicie kuleje.
Wiem, że nie będę ideałem, bo nikt nim nie jest. Wiem też, że nie można zadręczać się wyrzutami bo to nikomu nie pomaga (opcjonalnie doprowadza do użalania się nad sobą, czego staram się unikać jak ognia). Przeczytałam kiedyś, że “dopóki walczysz to jesteś zwyciezcą”, a przeczytałam to w Biblii. Będąc osobą wierzącą całym sercem jestem przekonana, że w tej mojej drodze do zmian, Bóg mi mocno kibicuje, ale też pomaga. Chcę więc nie tylko się nie poddawać, ale także wierzyć, że mój żmudny proces pracy nad sobą z czasem będzie przynosił coraz więcej dobrych efektów.
Każdy chce być kochany taki jaki jest, ze swoimi zaletami i wadami. Każdy chce być też szanowany i akceptowany. Chce też, aby ludzie naokoło nie wypominali mu każdego błędu i nie spostrzegali go przez ich pryzmat. No i każdy chce, żeby zmiany, które w nim zachodzą były zauważalne przez innych. Ale nie zawsze tak będzie i musimy się z tym liczyć... Jednak niezależnie od tego czy będzie to docenione, ja wciąż będę obstawać przy tym, aby nie stawało się to niczyją wymówką do tego, żeby usiąść, założyć ręcę i powiedzieć “bo ja taka/taki jestem i trudno”. Wciąż będę obstawać przy tym, że praca nad sobą jest ważna i wierzę, że ostatecznie będzie mieć to dobry wpływ nie tylko na ludzi wokół nas, ale też na nasze lepsze samopoczucie.
Nikt z nas nie jest na tyle idealny, żeby powiedzieć “mnie to nie dotyczy”. Każdy z czymś się boryka tylko niekoniecznie chcemy ogłaszać to światu. I chociaż każdy z nas jest inny, to każdy ma coś do przepracowania. I bez wątpienia chcę być kochana, szanowana i chcę, żeby moje starania były doceniane, ale wiem też, że ludzie którzy mnie otaczają oczekują ode mnie tego samego. Więc nie chcę stawać na laurach mając szereg oczekiwań od innych, a żadnych od siebie... Chcę też pracować nad sobą.
Moje święta były urocze, ale nieidealne, bo małe niesnaski się pojawiały. Jednak po pierwsze nie chcę, żeby to właśnie one pozostały w pamięci jako opis tegorocznych świąt - bo to byłby mocno zakrzywiony obraz, ani też nie chcę obok tego przejść zupełnie obojętnie i jeśli jest coś nad czym mogę popracować, to chcę się podjąć tego wyzwania.


mam to samo. choleryk melancholik. 😘❤️
OdpowiedzUsuń